Jak to było
W lipcu 2010 moja mama powiedziała mojemu tacie, że ich życie się zmieni.
I tak żyli w szczęściu przez 9 miesięcy, zwalczając po drodze mniejsze i większe przeciwności losu.
17 marca 2011 mama pojechała do szpitala w Wałbrzychu i już tam została na kilka dni. Tato tylko przyjeżdżał i pytał „kiedy, kiedy..?”
21 marca mamę popodpinali pod kable i puścili KTG, żeby zobaczyć, czy będzie dobrze. Powiedzieli, że będzie…
Było tak dobrze, że 22 marca zadzwoniła do taty 0 16:20 „przyjedź”. Po godzinie przyjechał. Siedzieli sobie i rozmawiali, po 18 mama podobno już mogła mnie rodzić, ale nie widziałem sensu, żeby tak się spieszyć…
O 21:10 pojechaliśmy na blok porodowy, bo tam są podobno wygodniejsze łóżka. Nie wiem, czy takie wygodne, bo mam ciągle jęczała i krzyczała.
O 22:30 mama wzięła w żyłę, bo już nie dawała rady – miała niezły odlot – zero kontaktu.
O 24:00 mama wzięła drugą dawkę ‘na wyluzowanie”. O 24:20 ja też dostałem – oksytocynę. Nie było wyjścia:
przyszedłem na świat o 01:10 23 marca 2011
O 02:30 leżałem już na oddziale położniczym. Z moją mamą obok mnie…
